piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 5

czytasz = komentujesz


-Lily mówię do ciebie.-zamrugałam wracając do świata żywych.-Pytam się czy cię oprowadzić.-powiedział wyraźnie i powoli, jakbym była przedszkolakiem. Zanim jak to ja pomyślałam, pokiwałam twierdząco głową. Coś ty narobiła Lily?Skarciłam się w myślach. Wstał z uśmiechem i podał mi dłoń.
-Czemu ze mną rozmawiasz?-to pytanie nurtuje mnie od samego poznania się. Kto normalny , a w szczególności Justin Bieber chciałby gadać z Lily Gonzales? Błagam...
-Nudno mi tu. Nie ma nikogo w moim wieku więc rozmawiam z tobą.-wzruszył ramionami uśmiechając się do mnie.
-Nudzi? Pewnie tłum fanek dobija się tu do drzwi!-Lily myśl logicznie kiedy tu przyszłaś nie był żywej duszy. Skaza znów dała o sobie znać. Hmm.. pewnie nikt nie wie, że tu jest. W końcu kto chciałby mieć na głowie tłum krzyczących dziewczyn?
-Nie raczej nie. Nikt nie wie gdzie jestem oprócz mamy i menadżera..-uśmiechnął się do mnie i po raz setny dzisiejszego dnia wzruszył ramionami.
-Przestań.-powiedziałam, krótko obdarzając go spojrzeniem. Jego oczy się śmiały. Nie mam pojęcia co tu robi. Jest wesoły i zachowuje się normalnie...chyba, że tak długo byłam w samotności, że nie wiem jak zachowuje się normalny człowiek.
-Ale co?-jęknęłam, bo znów powtórzył czynność.
-Udawać, że jest ci to obojętne. Wzruszasz ramionami udając, że ci nie zależy, ale tam w głębi..-pokazałam palcem na jego serce.-Cieszysz się jak małe dziecko, bo masz wsparcie.
-Może masz racje...
-Nie mogę mieć stu procentowej racji. Nie jestem Bogiem, by ją mieć.
-Możesz. Bóg dał nam możliwość dochodzenia do czegoś. Więc z niej korzystajmy.-widziałam, że powstrzymał się od wzruszenia ramionami, co mnie ucieszyło. Skoro tego nie zrobił znaczy, że mnie szanuje. Mnie i moje słowa. Najwidoczniej nie należy do gwiazd, które szanują tylko osoby z kasą.. Znaczy „szanują” , przy nich są miłe, a potem mówią jak to ich nie lubią i są wkurzający.
-Chodź musisz iść do Dana.-znów chciał mnie chwycić za dłoń, ale ja ,aż zrobiłam krok w tył.
-Przepraszam.-spuściłam głowę, on jakby nie widział za co przepraszam...jedynie dziwnie na mnie spojrzał i otworzył mi drzwi. Wyszłam z pomieszczenia i już nie musiałam dźwigać tych cholernych walizek.


Pospiesznie wyszłam z pokoju i wciąż patrzyłam tylko i wyłącznie na swoje buty. Justin nadal był speszony moim zachowaniem. Zauważyłam ,że kiedy  obok mnie przeszedł spiął, a włoski na jego karku się uniosły. Czyżby czuł do mnie taką niechęć? Może ze mną naprawdę jest..coś nie tak. Wyglądam chyba normalnie, ale moje zachowanie? Nie mam pojęcia co mówić jakie gesty wykonywać. Ostatni rok, tak naprawdę byłam w odosobnieniu. Justin nic nie mówił. Wcześniej milczenie wydawało mi się dobrym rozwiązaniem na..właściwie wszystko, ale teraz jest to jak męczarnia. Chyba wolałabym, jakby ktoś się nade mną znęcał fizycznie. Chłopak znów był zgaszony w oczach. Jego piękne, śnieżnobiałe zęby, chowały się za pełnymi, malinowymi wargami w kształcie serca. Zastanawia mnie tylko o czym myślał. Raz jest wesoły, szczęśliwy, a raz cichy nawet nie otwiera buzi.

czytasz = komentujesz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz