czytasz = komentujesz
-Lily mówię do
ciebie.-zamrugałam wracając do świata żywych.-Pytam się czy cię
oprowadzić.-powiedział wyraźnie i powoli, jakbym była
przedszkolakiem. Zanim jak to ja pomyślałam, pokiwałam twierdząco
głową. Coś ty narobiła Lily?Skarciłam się w myślach.
Wstał z uśmiechem i podał mi dłoń.
-Czemu ze mną
rozmawiasz?-to pytanie nurtuje mnie od samego poznania się. Kto
normalny , a w szczególności Justin Bieber chciałby gadać z Lily
Gonzales? Błagam...
-Nudno mi tu. Nie
ma nikogo w moim wieku więc rozmawiam z tobą.-wzruszył ramionami
uśmiechając się do mnie.
-Nudzi? Pewnie
tłum fanek dobija się tu do drzwi!-Lily myśl logicznie kiedy tu
przyszłaś nie był żywej duszy. Skaza znów dała o sobie
znać. Hmm.. pewnie nikt nie wie, że tu jest. W końcu kto chciałby
mieć na głowie tłum krzyczących dziewczyn?
-Nie raczej nie.
Nikt nie wie gdzie jestem oprócz mamy i menadżera..-uśmiechnął
się do mnie i po raz setny dzisiejszego dnia wzruszył ramionami.
-Przestań.-powiedziałam,
krótko obdarzając go spojrzeniem. Jego oczy się śmiały. Nie mam
pojęcia co tu robi. Jest wesoły i zachowuje się normalnie...chyba,
że tak długo byłam w samotności, że nie wiem jak zachowuje się
normalny człowiek.
-Ale
co?-jęknęłam, bo znów powtórzył czynność.
-Udawać, że
jest ci to obojętne. Wzruszasz ramionami udając, że ci nie zależy,
ale tam w głębi..-pokazałam palcem na jego serce.-Cieszysz się
jak małe dziecko, bo masz wsparcie.
-Może masz
racje...
-Nie mogę mieć
stu procentowej racji. Nie jestem Bogiem, by ją mieć.
-Możesz. Bóg
dał nam możliwość dochodzenia do czegoś. Więc z niej
korzystajmy.-widziałam, że powstrzymał się od wzruszenia
ramionami, co mnie ucieszyło. Skoro tego nie zrobił znaczy, że
mnie szanuje. Mnie i moje słowa. Najwidoczniej nie należy do
gwiazd, które szanują tylko osoby z kasą.. Znaczy „szanują” ,
przy nich są miłe, a potem mówią jak to ich nie lubią i są
wkurzający.
-Chodź musisz
iść do Dana.-znów chciał mnie chwycić za dłoń, ale ja ,aż
zrobiłam krok w tył.
-Przepraszam.-spuściłam
głowę, on jakby nie widział za co przepraszam...jedynie dziwnie na
mnie spojrzał i otworzył mi drzwi. Wyszłam z pomieszczenia i już
nie musiałam dźwigać tych cholernych walizek.
Pospiesznie
wyszłam z pokoju i wciąż patrzyłam tylko i wyłącznie na swoje
buty. Justin nadal był speszony moim zachowaniem. Zauważyłam ,że
kiedy obok mnie przeszedł spiął, a włoski na jego karku
się uniosły. Czyżby czuł do mnie taką niechęć? Może ze mną
naprawdę jest..coś nie tak. Wyglądam chyba normalnie, ale moje
zachowanie? Nie mam pojęcia co mówić jakie gesty wykonywać.
Ostatni rok, tak naprawdę byłam w odosobnieniu. Justin nic nie
mówił. Wcześniej milczenie wydawało mi się dobrym rozwiązaniem
na..właściwie wszystko, ale teraz jest to jak męczarnia. Chyba
wolałabym, jakby ktoś się nade mną znęcał fizycznie. Chłopak
znów był zgaszony w oczach. Jego piękne, śnieżnobiałe zęby,
chowały się za pełnymi, malinowymi wargami w kształcie serca.
Zastanawia mnie tylko o czym myślał. Raz jest wesoły, szczęśliwy,
a raz cichy nawet nie otwiera buzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz