piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 4

czytasz = komentujesz


 Niektórzy uważają, że prawdziwe uśmiechy nie istnieją. Że są tylko te fałszywe,a prawdę mówią tylko oczy. Wcale tak nie uważam. Na przykład, oczy Justina nie mówią nic. Absolutnie też nie zgadzam się z tym, że uśmiech zawsze jest nie prawdziwy. Łatwo jest odróżnić prawdę od fałszu. Kiedy ktoś uśmiecha się naprawdę, robi to nieświadomie i a jego oczy błyszczą i powiększają się,a kiedy kłamie..robi to z opóźnieniem i jest bardzo, ale to bardzo sztuczny. Tak samo jest ze śmiechem.

-Justin odprowadzisz Lily do pokoju 18,,a potem do mojego gabinetu? Chłopak spojrzał na mnie i..nie wierzę uśmiechnął się. Zobaczyłam małe iskierki tańczące w jego oczach. Jenak nie chciałam tego. Nie chciałam, by ktoś mnie poznał. Ludzie mówią ci, że zostaną na zawsze, że nigdy cię nie zostawią, a potem...znikają i zapominają. Mało kto w tych czasach jest szczery i dotrzymuje obietnicy. Nie mówię, że każdy taki jest, ale znaczna większość.

Chłopak chciał chwycić mnie za dłoń, ale ją odsunęłam. Nie lubiłam kiedy ktoś mnie dotykał. Nie, że jestem nienormalna, ale to po prostu boli. Moje nadgarstki bolą nawet kiedy po coś sięgam. Nie lepiej jest z udami. To wszystko lekko mnie ogranicza. Nie mogę wyjść na plażę i przestać być tak bladą, pójść na basen, w lato ubrać ramiączek i krótkich szortów. Chłopak lekko się tym speszył. Spuściłam głowę i ruszyłam pierwsza mimo że nie wiedziałam dokładnie gdzie..Miał dość tej niezręcznej ciszy, więc poszłam. Justin dogonił mnie choć dopiero po chwili. Nad czym myślał?

-A więc..-spojrzał na mnie i szybko wlepił wzrok w ręce i znów miętolił swoje bransoletki.-Nazywasz się Lily?-pokiwałam głową nie chcąc nic mówić. Możecie uznać mnie za leniwą, ale jestem tak zmęczona dzisiejszym dniem, ze nie chciało mi się mówić.-Jestem Justin, ale to pewnie wiesz.-zerknął na mnie, a ja dalej patrzyłam na niego. Uśmiechał się, ale widać było, że z bólem. Boli go to, że nawet nie może się przedstawić nowo poznanej dziewczynie.
-Nie do końca..-dostałam chrypki więc raczej nie słyszał. Odchrząknęłam i chciałam spojrzeć na niego by wiedzieć czy słyszał.
-Co mówiłaś? Wybacz, ale nie słyszałem.-połknęłam ślinę. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Za dużo czasu spędzałam w samotności. Sama ze sobą.
-Nie znam twojego pełnego imienia.-Lily co ty robisz? Miałaś z nikim nie nawiązywać kontaktu! Mówiła skaza, ale jakąś tak...chciałam nim rozmawiać. Wydawał się być...jak nieodkryty kawałek lądu. A ja chciałam go odkryć, ale jak mam to zrobić skoro sama nie jestem odkryta?
-Justin Drew Bieber.-ukłonił się przede mną. Chyba już wiecie jaka jestem, a mimo tego zachichotałam.
-Ładnie wyglądasz kiedy się uśmiechasz.-zmieszał się.-Znaczy wyglądasz ładnie w ogóle,  ale kiedy się uśmiechasz ładniej. Znaczy nie, że bez gorzej..-zaczął się jąkać. Podniosłam na niego brew.
-Rozumiem.-spalił buraka,a ja zobaczyłam, że drzwi obok to numer 18. Przekręciłam klamkę i skóra na nadgarstku zabolała. Niezauważalnie skrzywiłam twarz, ale szybko to zmieniłam.

 Weszłam ostrożnie do środka. A Justin nadal zawstydzony sytuacją schylił twarz, bym nie widziała jaki jest różowy. Szkoda. Bo wyglądał w nich uroczo...Lily uroczo błagam..Chyba nie myślisz, że masz u niego szansę? Nie ta półka!

Usiadłam na łóżko i rozejrzałam się po pokoju. Był jednoosobowy, ale to plus. Był w odcieniach zieleni. Łóżka były szpitalne. Szafki zrobione z metalowych rur oprócz komody naprzeciwko mnie. Na suficie wisiała wyjątkowo obrzydliwa lampa. Justin zrezygnowany usiadł obok. Nie wiedziałam czego ode mnie chce. Boże pokazał mi pokój i na tym nasza znajomość powinna się skończyć. Chyba nie chcę go poznawać bliżej... Kiedyś miałam przyjaciela, ale kiedy dopadła mnie depresja okazał się być tchórzem i odwrócił się ode mnie. Nie wiem od czego to zależy, ale wszystko czego się podejmę kończy się porażką. I tak byłoby teraz, jakbym się z nim..powiedzmy zaprzyjaźniła. Matko zdecyduj się raz chcesz się z nim przyjaźnić, raz nie chcesz go znać! Jesteś okropna! Odezwała się skaza.


czytasz = komentujesz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz