czytasz = komentujesz
Niektórzy uważają, że prawdziwe
uśmiechy nie istnieją. Że są tylko te fałszywe,a prawdę mówią
tylko oczy. Wcale tak nie uważam. Na przykład, oczy Justina nie
mówią nic. Absolutnie też nie zgadzam się z tym, że uśmiech
zawsze jest nie prawdziwy. Łatwo jest odróżnić prawdę od fałszu.
Kiedy ktoś uśmiecha się naprawdę, robi to nieświadomie i a jego
oczy błyszczą i powiększają się,a kiedy kłamie..robi to z
opóźnieniem i jest bardzo, ale to bardzo sztuczny. Tak samo jest ze
śmiechem.
-Justin odprowadzisz Lily do pokoju
18,,a potem do mojego gabinetu? Chłopak spojrzał na mnie i..nie
wierzę uśmiechnął się. Zobaczyłam małe iskierki tańczące w
jego oczach. Jenak nie chciałam tego. Nie chciałam, by ktoś mnie
poznał. Ludzie mówią ci, że zostaną na zawsze, że nigdy cię
nie zostawią, a potem...znikają i zapominają. Mało kto w tych
czasach jest szczery i dotrzymuje obietnicy. Nie mówię, że każdy
taki jest, ale znaczna większość.
Chłopak chciał chwycić mnie za dłoń,
ale ją odsunęłam. Nie lubiłam kiedy ktoś mnie dotykał. Nie, że
jestem nienormalna, ale to po prostu boli. Moje nadgarstki bolą
nawet kiedy po coś sięgam. Nie lepiej jest z udami. To wszystko
lekko mnie ogranicza. Nie mogę wyjść na plażę i przestać być
tak bladą, pójść na basen, w lato ubrać ramiączek i krótkich
szortów. Chłopak lekko się tym speszył. Spuściłam głowę i
ruszyłam pierwsza mimo że nie wiedziałam dokładnie gdzie..Miał
dość tej niezręcznej ciszy, więc poszłam. Justin dogonił mnie
choć dopiero po chwili. Nad czym myślał?
-A więc..-spojrzał na mnie i szybko
wlepił wzrok w ręce i znów miętolił swoje bransoletki.-Nazywasz
się Lily?-pokiwałam głową nie chcąc nic mówić. Możecie uznać
mnie za leniwą, ale jestem tak zmęczona dzisiejszym dniem, ze nie
chciało mi się mówić.-Jestem Justin, ale to pewnie wiesz.-zerknął
na mnie, a ja dalej patrzyłam na niego. Uśmiechał się, ale widać
było, że z bólem. Boli go to, że nawet nie może się przedstawić
nowo poznanej dziewczynie.
-Nie do końca..-dostałam chrypki więc
raczej nie słyszał. Odchrząknęłam i chciałam spojrzeć na niego
by wiedzieć czy słyszał.
-Co mówiłaś? Wybacz, ale nie
słyszałem.-połknęłam ślinę. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Za
dużo czasu spędzałam w samotności. Sama ze sobą.
-Nie znam twojego pełnego
imienia.-Lily co ty robisz? Miałaś z nikim nie nawiązywać
kontaktu! Mówiła skaza, ale jakąś tak...chciałam nim
rozmawiać. Wydawał się być...jak nieodkryty kawałek lądu. A ja
chciałam go odkryć, ale jak mam to zrobić skoro sama nie jestem
odkryta?
-Justin Drew Bieber.-ukłonił się
przede mną. Chyba już wiecie jaka jestem, a mimo tego
zachichotałam.
-Ładnie wyglądasz kiedy się
uśmiechasz.-zmieszał się.-Znaczy wyglądasz ładnie w ogóle, ale kiedy się uśmiechasz ładniej. Znaczy nie, że bez
gorzej..-zaczął się jąkać. Podniosłam na niego brew.
-Rozumiem.-spalił buraka,a ja
zobaczyłam, że drzwi obok to numer 18. Przekręciłam klamkę i
skóra na nadgarstku zabolała. Niezauważalnie skrzywiłam twarz, ale szybko to zmieniłam.
Weszłam ostrożnie do środka. A Justin nadal zawstydzony sytuacją schylił twarz, bym nie widziała jaki jest różowy. Szkoda. Bo wyglądał w nich uroczo...Lily uroczo błagam..Chyba nie myślisz, że masz u niego szansę? Nie ta półka!
Weszłam ostrożnie do środka. A Justin nadal zawstydzony sytuacją schylił twarz, bym nie widziała jaki jest różowy. Szkoda. Bo wyglądał w nich uroczo...Lily uroczo błagam..Chyba nie myślisz, że masz u niego szansę? Nie ta półka!
Usiadłam na
łóżko i rozejrzałam się po pokoju. Był jednoosobowy, ale to
plus. Był w odcieniach zieleni. Łóżka były szpitalne. Szafki
zrobione z metalowych rur oprócz komody naprzeciwko mnie. Na suficie
wisiała wyjątkowo obrzydliwa lampa. Justin zrezygnowany usiadł
obok. Nie wiedziałam czego ode mnie chce. Boże pokazał mi pokój i
na tym nasza znajomość powinna się skończyć. Chyba nie chcę go
poznawać bliżej... Kiedyś miałam przyjaciela, ale kiedy dopadła
mnie depresja okazał się być tchórzem i odwrócił się ode mnie.
Nie wiem od czego to zależy, ale wszystko czego się podejmę kończy
się porażką. I tak byłoby teraz, jakbym się z nim..powiedzmy
zaprzyjaźniła. Matko zdecyduj się raz chcesz się z nim
przyjaźnić, raz nie chcesz go znać! Jesteś okropna! Odezwała
się skaza.
czytasz = komentujesz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz