środa, 6 maja 2015

Kartka dla Kubusia :)

kartki dla Kubusia 🎁

Hejka! Kubuś ma 6 lat i choruje na raka mózgu, niedługo ma urodziny i jego największym marzeniem jest dostać jak najwięcej kartek z życzeniami urodzinowymi. Chciałabym pomóc Kubusiowi w spełnieniu jego marzeń. Jeśli możecie to wyślijcie mu kartkę na urodziny! 
jego urodziny wypadają 17 maja. 
adres: 
Kubuś Grzelczak
Białe Piątkowo 7
62-320 Miłosław
Przesyłajcie ten post i namawiajcie znajomych! Taka mała rzecz a spełni marzenia małego chłopca. dziękuję i miłego dnia :*

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 11.



                               czytasz = komentujesz

Od trzech dni snułam się między korytarzami ośrodka. Przyzwyczajenie do tego miejsca jest wręcz, niemożliwe. Choć zapach i otaczająca mnie inność stała się już mniej przytłaczająca, to nadal nienawidzę tego budynku. Nienawidzę ludzi, nienawidzę jedzenia, nienawidzę zajęć, nienawidzę Dana. Chcę wrócić do domu. Te rozmowy i sytuacja wcale mi nie pomaga. Mam dość tego, że nie mogę sama wyjść jak kiedyś. W środku nocy, napawać ciszą i spokojem. Przemyślenia są mi tu wiecznie przerywane. Dan wciąż jest obok, mimo że nic nie mówię.

Strach w tym momencie ogarniał mnie w całości. Jednak w pewnym stopniu byłam szczęśliwa. Justin dziś rano został znaleziony przy jednej ze stacji benzynowych. Szedł sam , a Helena wracając do domu prawie go potrąciła. Był nieobecny. Szurał jedną nogę za drugą. Deszcz przemoczył go do suchej nitki. Właśnie szykowałam się na odwiedzenie go. Na razie rozmawiał z mamą. Krzyki było słychać, aż tu. Jak sądzę krzyczała jego mama, a huk roznosił się po całym holu.

Nie rozumiała go. Nie wiedziała jak to jest spędzić tu choć jeden dzień. Nie znała naszego bólu i cierpienia. Sądziła, że zna syna najlepiej, ale chyba nawet ja wiedziałam o nim więcej. Specjalnie na spotkanie z nim ubrałam się lepiej. Lepiej.. po prostu przebrałam się z starych dresów i bluzy przez głowę. Moje nogi oplatały ciasne rurki w kolorze ciemnej zieleni, a na to zarzuciłam bokserkę i szarą marynarkę. Dla ukrycia nieprzespanej nocy nałożyłam podkład i przećwiczyłam uśmiech, którym spróbuję obdarzyć go na wejściu. Myślałam co mu powiem. Zawsze byłam oschła i nie miała. Jednak chciałam to naprawić.
-Hej Justin jak się czujesz?-pokręciłam głową wiedząc, że użyłam złego tonu.- Cześć, dawno się nie widzieliśmy.-z frustracji przeczesałam rude włosy rękoma i wypuściłam zdenerwowana powietrze.
-Zapowiada się ciężka rozmowa, co?-kojący głos starszej kobiety dotarł do moich uszu. Pokiwałam głową patrząc na nią w lustrze.- Nie martw się jak cię zobaczy to i tak odejmie mu mowę.- podeszłą do mnie i poprawiła mi kołnierz od marynarki. Rozbiła jeden guzik na którym trzymała się cała narzuta. Teraz byłam odkryta. Nie powiem wyglądałam o niebo lepiej. Uśmiechnęłam się do kobiety.
-Czy jego mama już wyszła? Mogę wejść czy ktoś jeszcze będzie wchodził?- odwróciłam się, wiedząc, że jak nie dziś to nigdy.
-Jego mam kończy swoje krzyki...-zaśmiała się krótko.-Zaraz będziesz mogła wejść. Choć pójdziemy już pod drzwi.

Idąc pod salę nerwowo poprawiałam włosy. Denerwowała mnie moja marynarka gdyż dopiero przed salą zorientowałam się, iż ma ona krótki rękaw. Nasunęłam bransoletki tak by choć w większej części zasłaniały blizny. Co prawda opiekunowie wiedzieli o moich szramach, ale po co miał wiedzieć Juss? To wstydliwy temat. Nie krępujący czy bolesny, bo robiłam to już z przyzwyczajenia nie z powodu pokusy. Tak głupio, by mi było gdyby zobaczył jaka jestem słaba..

Helena zapukała do drzwi. Otworzyła je kobieta w średnim wieku. Była dość ładna jak na swój wiek jednak nic specjalnego. Brązowe włosy i nie za wysoki wzrost. Spojrzałam dalej. Tyłam na łóżku siedział mój cel. Kiedy byłam wyłączona i podziwiałam jego nieskazitelną posturę, zauważyłam, że kobieta wciąż wrzeszczy.
-...Jesteś nic nie wdzięcznym bachorem! Masz wszystko czego chciałeś. Sławę, pieniądze i talent! Czego ci do cholery jeszcze brakuje..?!
-Miłości. Zainteresowania ze strony innych i zrozumienia.-Wymamrotałam pod nosem. Kobieta obdarzyła mnie zdziwionym spojrzeniem jakby wcześniej mnie nie zauważyła. Jak pewnie było.-Odpoczynku i chwili spokoju. To tak dużo?-spojrzałam na Justina, który miała wzrok wlepiony we mnie.- Myśli pani, że tym krzykiem przywróci w nim pani radość i szczęście? Wątpię. Zamiast wyżywać się na nim niech pani zastanowi się nad sobą.-skończyłam wywód i uśmiechnęłam się lekko do Justin. On lekko oszołomiony odwzajemnił to po krótkiej chwili. Był to jednak uśmiech przepełniony smutkiem.
-A ty kim niby jesteś? Jakaś gówniara będzie mi mówić jak wychowywać mojego syna. Jesteś zbyt wielką małolatom by wiedzieć coś o życiu.-prychnęła i mordowała mnie wzrokiem.
-Naprawdę? A pani ile przeżyła. Skąd może pani wiedzieć co ja wiem o tym cholernym życiu. Powiem pani. Wiem dużo. Wiem jaki jest okrutny. Wiem do czego nas doprowadzi. A pani widocznie nie. Może nie jestem zbyt dorosła, ale niech mi pani wierzy na słowo, wiem co to znaczy nieszczęście.
-Błagam, co ty dziecko mówisz? Jesteś jeszcze na poziomie chłopaków i ploteczek szkolnych.- wywróciła oczami i chciała się obrócić. Złość buzowała we mnie tak bardzo, że wybuchłam sama nie zdając sobie z tego sprawy. Chwyciłam ją za rami i odwróciłam do siebie.
-Na poziomie chłopaków i ploteczek szkolnych? Przepraszam ale musiałam zbyt szybko dorosnąć by przejść ten etap. Niech pani sobie do cholery wyobrazi, że niektórzy nie maja tyle czasu by przejmować się tymi rzeczami. Mają za mało czasu na cokolwiek. Umierają, mogąc odliczać dni. Wiem pani co? Mam raka i za 2 lata odejdę. Zabawne prawda? Ale przecież ja nic do kurwy nie wiem co to życie!-mój krzyk zamienił się w szloch. Zaczęłam szarpać kobieta. Słyszałam tylko zaburzone głosy. Helena mówiła coś do mnie jednak miałam to gdzieś. Kobieta wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem i zdziwieniem. Może było jej głupio, może nie. Nie obchodziło mnie to. Moja złość była zbyt silna. Moje ramiona zostały zatrzymane. Moje ciało od razu uspokoiło się gdy wyczuło zapach chłopaka za mną. Justin..



                               czytasz = komentujesz