czytasz = komentujesz
Siedziałam w „moim”
pokoju i zastanawiałam się nad słowami Heleny A jeśli chodzi o
Justina. Nie ma sensu nikogo odpychać. Jeśli będzie cierpiał po
twoim odejściu to znaczy, ze bardzo mu zależało i myślę, że
będziecie wspaniałymi przyjaciółmi. Jednak nie mogłam do
końca się skupić, bo rozpraszał mnie zapach wilgoci w
pomieszczeniu. Skrzywiłam się z obrzydzeniem kiedy moje oczy
odszukały pleśń w rogu sufitu. Był następny dzień, a ja nadal
nie przyzwyczaiłam się woni unoszącej się w holu i salach.
Ludzie tuta mieli tak specyficzny i mdły zapach. W mojej tymczasowej
samotni nie było lepiej. Tylko Dan pachniał.. jakby cukierkami.
Jeśli chodzi o niego nie odzywałam się do niego od ostatniej
wizyty. A jako, że się zbuntowałam to on przyszedł do mnie.
Siedzi na krześle i patrzy się na mnie jak na coś dziwnego. Czy
mam coś na twarzy? Chciałabym się go spytać, ale pozostałam
niewzruszona i dalej wpatrywałam się w sufit. Chciałam przemyśleć
sobie słowa mojej nowej znajomej. Jedynej znajomej Lily... Jak
już to skaza powiedziała, jedynej znajomej. Może rzeczywiście nie
ma sensu odpychanie innych? Tylko jest jeszcze jedno pytanie. Czy dam
radę się przestawić. Całe życie odpychałam innych i mam to
teraz zmienić? Ja się tego boję. Od kiedy pamiętam byłam sama,
smutna i tak było mi łatwiej. Miałam swój przepis na życie, nic
nie rób, nic nie mów, bądź nikim. Nie chciałam nikogo krzywdzić,
więc nikogo nie miałam. I powinnam to zmienić.
Moja warga zadrżała
przy kolejnym wypuszczeniu powierza z buzi. Wstałam ignorując Dana
i wyszłam nie oglądając się za siebie. Chciał coś powiedzieć,
ale uniemożliwiłam to skutecznie, zatrzaskując drzwi. Sama
zaśmiałam się z mojej niedojrzałości i poszłam dalej. Moje
stopy zwinnie poszły w stronę windy. Wiem, że nie mogę opuszczać
piętra czwartego, ale potrzebowałam informacji, a zdobyć ją mogłam, a
raczej chciałam, od Heleny. Zobaczyłam idącego w moją stronę
Dana, więc szybko wślizgnęłam się do środka. Pewnie dziwi was,
ze nikt tego nie pilnuje, a mnie nie. Jest godzina 13:30 czyli
przerwa obiadowa pana Jona. Winda zamykała się wyjątkowo wolno. W
ostatniej chwili winda się zamknęła, a ja wciąż miałam przed
oczami śmieszną minę Dana. Humor od razu mi się poprawił.
Patrzyłam na zmieniające się cyferki na ekranie, aż w końcu
byłam na parterze. Helena właśnie rozmawiała ze starszą kobietą
i wydawała się przysypiać. Czasem wydaje mi się cieszyć swoją
pracą, a czasem jakby miała dość. W końcu każdy czasem ma
gorszy dzień. Podeszłam do niej obok lady i oparłam nie zwracając
większej uwagi na starszą kobietę w dziwacznym różowym płaszczu
i zielonych szpilkach. Na ustach miała czerwoną szminkę, która
rozmazana była po całej twarzy. Kreski pod oczami były grubości
mojego palca. Spojrzałam na nią z obrzydzeniem i z trudem ukryłam
chichot.
-Dzień dobry Lily. Masz
do mnie jakąś sprawę?-wyraz twarzy recepcjonistki zmienił się w
jedną chwilę kiedy mnie ujrzała. Na ustach znów zagościł piękny
uśmiech,a w najpiękniejszych oczach na świecie znów widziałam
błysk szczęścia.
-Cześć. Właściwie to
tak.... wiesz może jaki numer pokoju ma Justin?-ona jednak pokazała
mi na krzesło. Posłusznie usiadłam i czekałam na wyjaśnienia tej
nietypowej sytuacji. Z doświadczenia wiedziałam, że kiedy ktoś
każde ci usiąść, to mówi albo o awansie, albo jakiejś tragedii.
Helena usiadła obok mnie i chwyciła za rękę. Lekko zadrżałam kiedy osunęła się o moje blizny, ale udawałam, że nic się nie stało. Wyczekująco wpatrywałam się w zielone tęczówki, z każdą chwilą obawiając się jeszcze bardziej.
-Nikt go nie widział od
dłuższego czasu. Zniknął wczoraj w nocy i nie ma po nim śladu. Od kłótni z Danem stał się
jeszcze bardziej zamknięty w sobie i nie dopuszczał do siebie
nikogo. Kiedy przyjechała do niego mama wybuchł jak granat. Bardzo
mi przykro. Wszyscy go szukają, ale... przepadł jak kamień w wodę...
***
Mieliście kiedyś tak,
ze na nikim wam nie zależało i nagle, zupełnie obca wam osoba
staje się numerem jeden? Ja tak mam. Jeden głupi gwiazdorek stał
się obiektem mojego przygnębienia. Nie znam go, nigdy z nim
poważnie nie rozmawiałam, on nic o mnie nie wie, ale tak kurewsko
mi na nim zależy. Znów mam ochotę rozwiązać to wszystko żyletką,
ale nawet jakbym chciała to w tym zadupiu nie ma nawet cholernego
kawałka temperówki. Bezwładnie upadłam na fotel u Dana. Tak
przyszłam do jego głupiego biura i usiadłam na tym gównianym
siedzeniu. Facet znów opierał się o swój ukochany parapet dumny z
tego, że jestem, gdzie jestem. Zirytowana westchnęłam i podniosłam
się z powrotem. On najwyraźniej teraz zamierza milczeć. Myślałaś,
że będzie chciał pomóc, tobie? Niestety
tak myślałam, a skaza znów miała racje...
-Gdzie
ty idziesz?-mężczyzna wyszedł za mną, ale go zignorowałam.
Myślał, że ma nade mną kontrolę. Znów zachowując się jak
rozwydrzone dziecko, weszłam do windy odpychając na bok strażnika,
który zasnął oparty o ścianę. Nie zdążył jeszcze ocenić
sytuacji, a ja już zjechałam ów windą na dół. Nawet nie
przywitałam się z Heleną, która już zmierzała w moją stronę.
Wyszłam na powietrze, a zimne powietrze otuliło moją twarz. Cała
złość minęła. Zastąpił ją ból. Upadłam na kolana. I tak
dalej bym nie poszła. Moje ramiona już zostały przytrzymane przez
strażnika. Łzy polały się pierwszy raz dzisiejszego dnia. Miałam
złudną nadzieję, że pojawi się tu tata i zabierze mnie do domu.
Mama zrobi zupę, która będzie tak niedobra jak reszta jej dań, a
ja będę mówić, że jest przepyszna. Potem wpadną moi przyjaciele
i będziemy siedzieć cały dzień przed komputerem. Ale nie miałam
rodziców, nie miałam przyjaciół. Miałam tylko ten cholerny
smutek i żal do Boga za to, ze żyję.
czytasz = komentujesz

Jeszcze raz dodasz taki krótki rozdział to cię zadźgam widelcem a wiem gdzie mieszkasz! Cholibka, myślisz, że co, że jak napiszesz świetny rozdział, wzruszający to ci wybaczymy ile czasu ci zajął? No i masz racje. Jak zwykle rewelacja :)
OdpowiedzUsuńJa po prostu jestem okrutna. I wiem, że tam w domu skaczesz jak głupia bo nie możesz znaleźć widelca :P Są krótkie, żeby was troszeczkę, ociupinkę zdenerwować hihi ja wredna!
Usuń