czytasz = komentujesz
Oczami Lily
Mieliście
kiedyś wrażenie, że wszystko wokół was jest szare, nie macie
poco żyć, oddychać. Bo to wcale nie jest tak, że życie i
oddychanie to to samo. Istnieć nie znaczy żyć do oddychania
zostajemy nie mal że zmuszeni a żyje tylko człowiek który tego
chce.
Wszystkiego
się odechciewa, myślicie, że to tylko chwilowe. Zaczynacie
zagłębiać się w samotność a rzeczy które kiedyś były
przyjemne, są teraz udręką. Mimo to odgrywacie nędzną imitację
życia, staracie się by każdy uwierzył, że wasz uśmiech jest
prawdziwy. Tak naprawdę rani was, że rodzice nie zauważają
pociętych nadgarstków i tabletek które chowacie pod łóżkiem tak
na wszelki wypadek. Płacz staje się codzienną rutyną, i czujecie,
że przyjaciele się martwią ale przestają być dla was ważni.
Taka jestem właśnie ja. Lily Gonzales. Większość ludzi myśli,
że jestem przeciętną piętnastolatką, ale w rzeczywistości nigdy
nie spróbowałam tego "życia ". I jeszcze ta choroba...
Niczym
duch weszłam do pokoju, wsunęłam rękę pod łóżko. Nie
fatygowałam się by zamknąć się w toalecie, po prostu usiadłam u
jego stóp. Wyspałam z okrągłego pudełeczka prawie wszystkie
czarno-białe tabletki w kapsułkach. Przez dłuższą chwilę
spoglądałam na moją dłoń. Pomyślałam o rzeczach których nigdy
nie spróbuję. Papierosy, alkohol, pierwszy pocałunek, miłość,
nigdy już nie zobaczę mamy, taty. Przybliżyłam tabletki do ust i
przymknęłam oczy.
-Żegnajcie...-włożyłam
je do buzi.
-Co
ty robisz?! wypluj to!-moja mama wpadła do pokoju i siłą
wyciągnęła mi tabletki z ust.
-Ja
nie chcę, ja już nie mogę...
****
Byłam
w swoim pokoju, siedziałam oparta plecami o drzwi i nasłuchiwałam
rozmowy rodziców. Słyszałam drgający od płaczu głos mamy i
stanowczy, ale zawiedziony głos taty.
-Jak
mogliśmy nic nie zauważyć. Jej nadgarstki, obniżyły się oceny w
szkole....-jej głos się załamał.
-To
nie twoja wina, to mnie wciąż nie ma w domu. Myślę, że ma
depresje. Ostatnio schudła jak piórko.-to prawda nie jem zbyt dużo.
Jedyne posiłki jakie przyjmowałam były w sobotę i niedzielę, bo
wtedy kontrolę mieli rodzice, a nie szkoła.
-Myślisz,
że dobrym pomysłem będzie oddanie jej pod oko
lekarzy...-powiedziała to dosyć niepewnie. Moja rodzona matka
chciała mnie oddać do psychiatryka. Łzy (które były
codziennością) spłynęły po moich policzkach. Moje gardło się
zacisnęło, a powieki bolały od ciągłego powstrzymywania łez.
Wstałam niezgrabnie i szybko na równe nogi. Chwyciłam klamkę i
uderzyłam drzwiami o ścianę mojego pokoju. Weszłam jak bomba do
kuchni gdzie siedzieli moi rodzice.
-Chcecie
mnie oddać do psychiatryka?!-ryknęłam-Jasne najlepiej! Zawsze jak
pojawia się jakiś problem najlepiej odsunąć go jak najdalej od
siebie, dać komuś innemu do zamartwiania się. Wiecie co?
Przerwaliście mi najszczęśliwszy moment w życiu!-wiedziałam, ze
to co powiedziałam sprawiło im ból. Wiem że to co robiłam jak
się zachowywałam było dla nich ciężkie i przykre. Co ja mam
powiedzieć? Przykro mi, okey?
czytasz = komentujesz
Zgodnie z obietnicą przeczytałam i chcę Ci powiedzieć, że zostaję z Twoją uroczą Lily. Jestem ciekawa co masz dla mnie dalej. Pisz skarbie. Czerp z tego radość. A ja przy okazji będę miała co czytać w wolnych chwilach. Trzymaj się. Kiedy przeczytam następne rozdziały też dodam komentarz, na razie z bólem serca zostawiam biedną Lily. Wrócę do niej później -na pewno! Gdybyś chciała kiedyś popisać masz do mnie kontakt na moim blogu.<3
OdpowiedzUsuńDziękuję :) nawet nie wiesz jak mi zależało na tym, żebyś mi odpisała. Jestem twoją fanką od samego początku i wiele dla mnie znaczy, ze poświęciłaś swój czas na takiego niedoświadczonego, kompletnie nie profesjonalnego wymoczka jak ja :) I doceniam to ze napisałaś ze ci się podoba mimo ze jest infantylne i amatorskie. Może się z tobą skontaktuję, ale nie wiem. Jesteś moją idolką, ale jednak dziwnie byłoby mi do ciebie napisać. To byłoby dosyć niezręczne... Mam do ciebie tyle pytań, ale boję się choćby zacząć rozmowę :/
Usuń