czytasz = komentujesz
Oczami Lily
Chodzę tu jak
samotna dusza od parunastu minut. Ręce bolą mnie od noszenia
walizek. Przemieszczam się pomiędzy szaro-zielonymi korytarzami i
szukam pokoju numer 18. Ręce mnie rozbolały. Byłam obok krzeseł
na których wcześniej siedział chłopak, lecz go już nie było.
Ale ty głupia mogłaś się spytać! Tylko,
że ja najpierw robię, a potem myślę. Zjechałam plecami po
ścianie i schowałam głowę między kolanami. Nie płakałam, tylko
myślałam. Zawsze w tej pozycji wszystko przychodzi mi łatwiej.
Właśnie szedł jakiś starszy pan w dziwnej czapce i koziej
brodzie. Na końcu długich włosów miał przyczepione koraliki. Na
sobie miał zapiętą pod samą szyję szara koszulę i beżowe
spodnie. Wyglądał jak jakiś...hipis. Teraz, albo
nigdy!Wstałam i chwiejnym
krokiem podeszłam do mężczyzny. Jak mam w zwyczaju kiedy się
denerwuję naciągnęłam rękawy bluzy na palce i zacisnęłam
pięści.
-Wie
pan gdzie jest pokój numer osiemnaście?-wzrok miałam wlepiony w
podłogę. Gorzej będzie jeśli facet okaże się kompletnym
szaleńcem i mnie wyśmieje.
-A
panienka nie ma na imię Lily Gonzales?-pokiwałam nerwowo
głową.-Jestem Dan. Dan Miler. Jestem twoim takim...opiekunem.
Będziesz miała ze mną i paroma innymi osobami spotkania raz
dziennie. Zaprowadzę cię do pokoju.-wciąż się uśmiechał. Już
wiem jaki to typ. To rodzaj człowieka, który wszędzie widzi coś
pozytywnego. Nie przejmuję cie problemami, a jeśli tak to stara się
o nich zapomnieć i rozwiązać je przez zabawę. Wydaję mu się, że
każdy będzie go lubić. I zazwyczaj tak jest. Osobiście całkiem
lubię takie osoby. Często można znaleźć u nich wsparcie.-Jesteś
małomówna. Ciesz się chwilą.-Nachylił mi się do ucha.-Zbieraj
punkty.
-Jakie..-odkaszlnęłam,
bo od niemówienia mój głos przypominał szept.-Jakie punkty?
-Dostajesz
je za bycie optymistą, uczestniczenie w zajęciach dodatkowych i
takie tam.-powiedział głos obok mnie. Odwróciłam powoli głowę i
zobaczyłam samego Justina.
-Odezwałeś się no proszę.-wykrzyknął
Dan.-Wiedziałem, że znudzi ci się milczenie całymi dniami.
-Nie milczałem...-jego wzrok był
pusty kiedy patrzył w stronę mężczyzny. Jego piękne karmelowe
tęczówki,- Matko o czym ty myślisz Lily?! -Wpatrywały się
tępo w Dona. Wyglądał jak wrak człowieka, zarost z około 5 dni,
blady z podkrążonymi oczami. Czy ja też tak wyglądam.
Spojrzałam na swoje ubrania. Były sprane i pogniecione. Nie byłam
fanką zakupów. Moje trampki.. noszę je już sporo, choć mam ich w
domu wiele.
-Śpiew w sumie nie zalicza się do
mowy...ale cóż może w końcu odezwiesz się na zajęciach.
-Nie wymagaj za dużo.-Justin prawie
niezauważalnie uniósł kąciki swoich ust do góry, jednak ja
zawsze zwracam na to uwagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz